Gdybym była thrashem, ubrałabym czarną koszulkę i do tego białe high-topy.
Ale nie jestem.
Spodnie z kieszeniami- farbowane z beżu na prawie czarne. Kolor średnio się utrzymuje. Przecieranie szmatką powodują wytarcia. Jednak bojówkowe kieszenie nie raz świetnie się przydają.
W luźniej, szarej koszulce wycięłam dekolt. Nie lubię takich pod szyję, więc postanowiłam się go pozbyć. Print udający wzór tatuażu od razu podbił moje serduszko.
Zwykłe, granatowe trampki. Mają swoje lata, dlatego już niestety "rdzewieją". Kolor nie spiera się jak na ubraniach, tylko tworzy się lekko pomarańczowy nalot. Nie przeszkadza mi to. Moim zdaniem nadaje to inny charakter butom.
Ramona, moja ukochana kurtka, która już występowała w poprzednich postach.
Bransoletka udająca pieszczochę. Wytworzona z naturalnej skóry, z poprzybijanymi zaokrąglonymi ćwiekami. W miarę bezpieczna i dobrej jakości.
Kolczyk, które chce wpasować się w klimat. Może kojarzy się trochę z piercingowymi artykułami.
I gwiazda- dżinsowa kamizelka! Ogłoszona przez moją mamę hitem dla bezdomnych. Ok. Może nie jest zbyt piękna, ale ma swój urok. Nigdy mi się nie podobały, ale kumpela mnie natchnęła, że są spoko. Myślę, że idealnie sprawdzi się na jakimś koncercie, festiwalu czy innym evencie.
vest- SH
t-shirt- H&M/ SH
trousers- ZARA
jacket- BERSHKA
bracelet- CARRY
sneakers- CONVERSE
backpack- SH



















